Noszenie w chuście a RODZICIELSTWO BLISKOŚCI ( Paulina Cybuch )

Noszenie w chuście a rodzicielstwo bliskości

Noszenie w chuście w ostatnim czasie przeżywa istny rozkwit popularności w naszym kraju. Coraz więcej rodziców decyduje się na używanie chusty z wielu różnych powodów.

Bardzo często ich pierwszy kontakt z chustami ma miejsce np. w szkole rodzenia w formie prezentacji przez doradcę noszenia, lub też jest ujęty w programie tematycznym zajęć.

Noszenie w chuście jest też jednym z elementów głębszej filozofii rodzicielskiej związanej z postawą wychowawczą i nurtem rodzicielstwa bliskości, w jakim rodzice pragną wychowywać swoje dzieci. Nurt ten oparty jest na świadomym budowaniu głębokiej, bliskiej więzi z dzieckiem zapewniającej mu poczucie bezpieczeństwa i zaspokajanie potrzeb.

Pobudek do używania chusty jest bardzo bardzo wiele.

Czy jednak trzeba być rodzicem w nurcie rodzicielstwa bliskości, aby używać chusty? Może tak być, ale nie musi.

Jak zapewne wiecie, rodzicielstwo bliskości, czyli attachment parenting to zbiór różnych wskazówek, czy też wytycznych, które zostały ujednolicone i zebrane w pewną całość przez małżeństwo Williama i Marthy Sears. To oni właśnie uznali, że noszenie w chuście jest jednym z aspektów tej filozofii i składa się jako kolejny filar na postawę rodzicielską, którą dzisiaj nazywamy bliskościową. Natomiast Evelin Kirkilionis analizując więzi w rodzinie, zwróciła uwagę na ważny aspekt społeczny – otóż jesteśmy noszeniakami – ta cecha pozwoliła nam przetrwać. Noszenie dzieci jest zgodne z naszą naturą i w aspekcie adaptacyjnym bliskość i opieka opiekuna nad niemowlakiem stanowi gwarancję jego przetrwania.

Dziecko długo zostawione bez opieki, czuje się zagrożone, a jego płacz to
wołanie o ratunek. Naturalną odpowiedzią jest kontakt z dzieckiem, bliskość, przytulenie, bliskość, podanie mleka…
Większość z rodziców – nie myśli o tym, gdy dziecko płacze po przebudzeniu w łóżeczku nawołując rodzica. Nikt też nie zastanawia się nad tym, że ból brzucha spowodowany kolką jest bardziej znośny, gdy mama tuli maleństwo. To są takie naturalnie odruchy prawda?

Podobnie jest z używaniem chusty.
Nosimy w chuście z wielu powodów – żeby ukoić ból, utulić w płaczu, uśpić maluszka, bądź też starszaka, złagodzić gorączkę, odciążyć zmęczone ręce, zapanować nad ładem w swojej najbliższej przestrzeni, dać uwagę starszym dzieciom w domu, dotrzeć tam, gdzie nie ma możliwości skorzystania z wózka, pogodzić opiekę nad dzieckiem, z tym, co jest naszym obowiązkiem, lub z czego nie chcemy rezygnować. Jednak przede wszystkim jest taki jeden
powód, dla którego chusta sprawia, że korzystanie z niej, staje się codziennym wyjątkowym rytuałem rodzica i jego dziecka: tym rytuałem jest budowanie więzi i bliskość sama w sobie. To jest początek wszystkiego.
Czy w codziennym życiu jest miejsce na całą tę filozofię?

Trochę tak, a trochę nie .

Z jednej strony możemy użyć chusty jako „narzędzia” – tak po prostu, by pomóc dziecku usnąć spokojnie, załagodzić płacz, dać sobie wolne ręce potrzebne do różnych obowiązków, lub odciążyć zmęczone plecy.
Z drugiej zaś jak najbardziej noszenie w chuście pozwala nam podążać za potrzebami dziecka – czyli w pełni realizuje podstawowy warunek związany z tym typem wychowania – nie ignorujemy go, nie odsuwamy od siebie, tylko żywo i świadomie reagujemy na jego potrzeby. Skoro chce być blisko mnie – to po prostu jest. Jeśli potrzebuje czuć ciepło mojego przytulenia – to dlaczego ma z niego nie skorzystać? Jeśli spokojnie śpi, gdy ja idę i delikatnie je kołyszę, a wybudza się położone na materacyku łóżeczka – to tak naprawdę korzystamy na spokojnym śnie dziecka obopólnie.

To takie oczywiste, bardzo pragmatyczne zastosowanie pozwala rodzicowi czuwać nad dobrem jego dziecka, jego ogólnym samopoczuciem, pozwala mu obserwować jego rozwój i podążać za nim. Umożliwia także kierowanie się jego uwagą i jego wyborami, poznawanie jego emocji, gdy dostrzeże coś wartego uwagi i cieszyć się z pierwszych okrzyków radości.

Ten bliski kontakt daje każdej mamie poczucie, że dba o tę uważność i cieszy się, delektuje tym, co może poczuć i przeżyć razem ze swoim maleństwem. Dzięki tej bliskości dzieje się coś jeszcze, niesamowicie istotnego. Budujemy z dzieckiem więź opartą na bliskim kontakcie, dając mu jednocześnie ogromne poczucie bezpieczeństwa –
najważniejszy warunek rozwoju psychicznego dziecka.

Jeśli nie czuje się ono bezpiecznie, nie może się prawidłowo rozwijać. Poczucie bezpieczeństwa dziecka jest gwarantem tego, że jego mózg będzie rozwijał się prawidłowo. Bezpieczny, spokojny sen da mu wytchnienie i siłę
do kolejnych zmagań z nowymi wyzwaniami każdego dnia. Pozwoli na budowanie relacji z innymi ludźmi, rozbudzi ciekawość do poznawania świata.

Oczywiście każdy z nas wie, że tych bliskościowych aspektów wspierania rozwoju dziecka jest dużo więcej, a chusta to tylko jeden z nich. Za to jaki!

Używanie chusty jest praktyczne i pomaga w realizacji naszych codziennych obowiązków. Dużo łatwiej jest ogarnąć i zaprowadzić do szkoły czy przedszkola starszaki mając malucha w chuście. Następnie wracając zrobić zakupy, ogarnąć dom, czy też przygotować obiad. Na koniec znaleźć dla siebie chwilę wytchnienia i delikatnie bujając maleństwo skorzystać z
jego drzemki na przykład na spacerze, pośród szumiących liści drzew, wdychając powietrze pachnące kroplami deszczu, cieszyć się z tych ulotnych paru chwil bliskości i przytulenia.

Patrząc jak ufnie i spokojnie oddycha przez sen, wsłuchane w bicie serca swojej Mamy. To także chwila na kawę i kilka stron książki, czy też telefon do przyjaciół bez potrzeby
przerywania rozmowy z powodu płaczu nawołującego dziecka. Ten czas, który możemy wykorzystać na swoje własne przyjemności bez poczucia winy i bez rozterek, co jest ważniejsze.

Noszenie w chuście to nie tylko sen dziecka w bliskości z Mamą lub Tatą. To także pokazywanie mu świata z inne perspektywy. William Sears pisał o tym ujmując aktywność dziecka jako „stan cichego czuwania”, w którym dziecko będąc blisko swojego rodzica na dużo większą możliwość do… uczenia się! Wg naukowców przebywanie dziecka w chuście sprzyja nawiązywaniu relacji, a także pokazywaniu przez rodzica świata swojemu dziecku. Jest to też związane z uczeniem się przez nie podejmowania decyzji i skupiania uwagi na
danym przedmiocie.

Tak więc biorąc pod uwagę aspekt rozwojowy, świadomy rodzic wybierze chustę nie tylko ze względu na wygodę i praktyczność, czy łatwość w usypianiu dziecka, ale też skorzysta z niej wtedy, gdy będzie chciał pokazać dziecku świat ze swojej perspektywy lub będzie towarzyszył dziecku i podążał za jego uwagą.

I jeszcze jedna korzyść z używania chusty, która często pojawia się na samym końcu:

Czasem tak się dzieje, że rodzic nie wie, co w nim drzemie i jakie są jego własne potrzeby, a także jak bardzo on z jakiegoś powodu sam potrzebuje bliskości drugiej osoby i kontaktu skóra do skóry.  Uwierzcie, to zawsze działa w dwie strony. Zatem… jeśli zadajesz sobie pytanie, czy jest jakiś związek pomiędzy noszeniem w chuście a rodzicielstwem bliskości, to odpowiedź znajdziesz Drogi Rodzicu sam, w swoim sercu i w tym,
co dla Ciebie jest ważne. Ten związek może być, ale też nie musi. Noszenie w chuście może być pięknym aspektem rodzicielstwa i czymś, co pomoże Ci się odnaleźć w nowej roli. Ale też może być czynnością bardzo praktyczną, korzystaniem z czegoś, co pomaga na co dzień bez doszukiwania się w tym głębszego znaczenia. Co dla Ciebie Drogi Rodzicu jest ważne?
Wybierz to, co Tobie pasuje, tutaj nie ma odpowiedzi dobrych ani złych.

Paulina Cybuch, ( Chustodziejka ) – znany w świecie i branży doradca chustowy oraz promotor karmienia piersią. Prywatnie mama trójki i żona chustodzieja. fotografa chustowego i nie tylko ( parenting69.blog
.pl)

CHUSTONOSZENIE – czy warto? (Monika Jechowicz)

Wiele z mam na początku swojej przygody związanej z macierzyństwem poszukuje idealnych rozwiązań dla siebie i swojego dziecka. W ciąży są w stanie przewertować pół Internetu w poszukiwaniu idealnej kołyski, wózka, ślicznych ubranek. Podatne na rady rodziny, sąsiadek i znajomych mamy kupują miliony „niezbędnych” rzeczy, które później okazują się zupełnie nieprzydatne. W biegu za gadżetami młodej mamy zapominają co tak naprawdę jest istotne w pierwszym okresie życia dziecka.

 

Mały człowiek przychodzi na świat i potrzebna mu tak naprawdę jesteś tylko Ty, Mamo!

Twój głos, ciepło i zapach ciała, które tak dobrze zna. Przez 9 miesięcy kołysany był ruchami Twojego ciała. Nosiłaś go pod sercem, więc nic dziwnego, że teraz na Twoich rękach przytulony i wsłuchany w rytmiczne jego bicie czuje się najbezpieczniej.

Pewnie nie raz usłyszysz: „ nie noś bo przyzwyczaisz”, ale jak można przyzwyczaić do czegoś co robiłaś przez ostatnie miesiące nosząc malucha w swoim brzuchu?

            A teraz kilka faktów:       

W latach 70-tych poprzedniego stulecia naukowcy podzielili ssaki na trzy grupy:

  • gniazdowniki
  • zagniazdowniki
  • noszeniaki

Do tej ostatniej  grupy zaliczono również człowieka. Młode noszaki rodzą się z nie sprawnymi w pełni narządami zmysłów oraz z niewydolną termoregulacją. Nie potrafią przemieszczać się za swoim stadem w poszukiwaniu pokarmu. Pozostawione same płaczą ile sił w płucach, bojąc się i wzywając na pomoc najbliższych. Są bezbronne. Mają jednak pewną cechę, która daje im szanse przetrwania. To odruch chwytny zachowany we wszystkich kończynach, który pozwala im trzymać się sierści matki. W razie niebezpieczeństwa młode noszaki natychmiast uciekają do matki, czepiając się jej mocno, nawet jeśli potrafią już poruszać się samodzielnie.

            Dzieci czują się najlepiej przy matce i to matka daje im największe poczucie bezpieczeństwa – niezbędne do harmonijnego rozwoju. Dlatego warto zapewnić im najlepszą i najbezpieczniejszą formę „bycia razem”. Pozostaje pytanie jak to zrobić? Jak nosić?

Na rękach? Przodem czy tyłem do świata? Jak poradzić sobie z obowiązkami domowymi z dzieckiem na rękach? Jak długo dam rade trzymać malucha gdy podrośnie i zacznie ważyć swoje? Pytań pojawi się tysiące…

A może warto zapytać: ręce czy chusta? Tu odpowiedź jest prosta.

Chusta.

Dlaczego? Powodów jest mnóstwo, oto kilka z nich:

  • dziecko zachowuje fizjologiczną pozycję: niemowlę ułożone w chuście w sposób prawidłowy, ma przez pierwsze tygodnie życia zaokrąglone plecy (kifoza), a nóżki lekko podkurczone i rozchylone ( pozycja zgięciowo- odwiedzeniową). Jest to prawidłowe ułożenie, wspierające rozwój kręgosłupa oraz bioder dziecka

 

  • noszenie nie jest uciążliwe dla rodzica:

    chusta odciąża kręgosłup, dzięki rozłożeniu ciężaru na oba ramiona oraz plecy noszącego. Dlatego noszenie w chuście jest dużo wygodniejsze niż noszenie dziecka na rękach. Nosząc dziecko od pierwszych dni życia sprawiamy, że nasze mięśnie kręgosłupa przyzwyczają się do rosnącego obciążenia, dzięki czemu wraz z naszym dzieckiem rosną również możliwości wytrzymałościowe rodzica. Ponadto prawidłowe otulenie dziecka chustą sprawia, że jego środek ciężkości znajduje się wyżej oraz bliżej noszącego co również w znacznym stopniu podnosi komfort noszenia.

 

  • noszenie zaspokaja podstawową potrzebę bliskości dziecka oraz buduje więź z rodzicem:

    dotyk, zapach rodzica, bicie serca, głos – wszystkie te elementy dają niemowlęciu poczucie bezpieczeństwa niezbędne do prawidłowego rozwoju, a to buduje więzi które będą procentować w przyszłości.

 

  • noszenie wspiera rozwój układu nerwowego:

    rozwija zmysł równowagi, dziecko lepiej czuje granice swojego ciała. Chusta ogranicza odruch moro podobnie jak otulacze, z ta różnicą, że dziecko nie leży samotnie tylko jest blisko mamy.

 

  • dzieci noszone w chustach często mniej płaczą:

    są blisko rodzica, który uczy się ich sposobu komunikowania i jest w stanie znaczcie szybciej odpowiedzieć na ich sygnały

 

  • noszenie pomaga dziecku w adaptacji do zupełnie nowych warunków:

    w chuście maluch widzi więcej niż w wózku i aktywnie uczestniczy w życiu społecznym swojej rodziny. Poczucie bezpieczeństwa, jakie zapewnia mu bliskość rodzica, minimalizuje stres i jego negatywny wpływ na rozwój mózgu oraz pozwala na przyjęcie tylu zewnętrznych bodźców na ile bobas jest aktualnie gotowy.  

 

  • noszenie jest pomocą w czasie niemowlęcych kolek, bolesnym ząbkowaniu, pierwszych infekcji:

    pionowa pozycja ułatwia oddychanie w trakcie męczącego kataru, a w chwilach kolki niemowlęcej, prawidłowe ułożenie pomaga dziecku pozbycia się gazów. Bliskość rodzica, dotyk, zapach, lekkie kołysanie są najlepszym lekarstwem na nękające dolegliwości malucha

 

  • noszenie zmniejsza ryzyko wystąpienia depresji poporodowej oraz zwiększa poziom prolaktyny w organizmie mamy wspomagając laktację

 

  • rodzic ma „wolne ręce”:

    chusty szczególnie doceniają rodzice gdy mogą zająć się różnymi czynnościami podczas gdy dziecko znajduje się blisko niego. Posprzątanie domu i zrobienie obiadu a nawet praca przy komputerze nie stanowią już problemu. Chusta sprawdza się również w wielodzietnych rodzinach, szczególnie gdy różnica między dziećmi jest bardzo mała. Pozwala na wspólne spacery i zabawy ze starszym dzieckiem, bez ograniczania kantaku z młodszym.

 

  • noszenie wspiera aktywne rodzicielstwo:

    chusta doskonale sprawdza się podczas podróży, wypraw, wycieczek, spotkań towarzyskich. Pozwala na zabranie malucha na wycieczkę w góry, spacer po plaży, zwiedzanie jaskiń czy pokonanie najwyższych schodów.

 

  • noszenie wspomaga „Kangurowanie”:

    dzieci urodzone przedwcześnie tez mogą być noszone a nawet wskazane jest by na jednym z rodziców malec był ułożony w pozycji pionowej lub półleżącej „skóra do skóry”.

 

  • noszenie buduje również więź z ojcem:

    dając mu możliwość nawiązania większej bliskości z dzieckiem

 

  • noszenie jest modne a chusty są takie piękne

    : na rynku dostępne są różne rodzaje splotów, domieszek i wzorów. Trudno się im oprzeć i nie zakupić więcej niż jednej.

 

Monika Jechowicz, Wtuleni

 

                                                                                               

Więź to SZACUNEK (Dobrusia Moździerz)

Jak to możliwe, że wszyscy chcemy dla swoich dzieci jak najlepiej, a każdy wychowuje inaczej? Kiedy możemy być pewni, że nasze podejście jest słuszne? Skąd w ogóle można wiedzieć, jak ten proces zacząć, jak w nim dobrze trwać i jeszcze na koniec móc ogłosić sukces?

mniej=więcej, coaching rodzicielski

Mówi się, że każdy jest ekspertem od wychowywania dzieci… tak długo jak nie ma własnych. Trudno temu zaprzeczyć. Bezdzietnym zwykle wydaje się, że nie ma nic prostszego, a tak zwane problemy wychowawcze to raczej rodzicielska nieudolność. Takie stanowisko ulega diametralnemu przeobrażeniu, kiedy wejdzie się w rolę rodzica. Nagle nie tak dobre wydają nam się strategie, które wcześniej uważaliśmy za oczywiste. Momenty zwątpienia są szalenie potrzebne. To dzięki nim możemy znaleźć własną drogę. I to ona – własna, świadomie wytyczona ścieżka – jest gwarantem sukcesu. Rzecz jasna pod warunkiem, że za cel postawimy sobie wychowanie dziecka, po prostu, czyli zbudowanie relacji, danie podstawy, do której dziecko będzie się odwoływać tworząc swoje życie, a nie ukształtowanie dziecka o określonych cechach, preferencjach i z góry założonych planach co do podejmowanych wyborów życiowych.

Niezaprzeczalną podstawą, tym, na co powołujemy się najczęściej jest miłość. Jednak od tego, jak ją definiujemy, zależy każdy kolejny rodzicielski krok. Może ona przyjmować niezliczone ilości odcieni znaczeniowych, by nadać temu pewien porządek, przyjmijmy, że każde z nich da się przyporządkować do jednej z dwóch kategorii: kontroli lub wsparcia. Czujemy oczywiście, że podział ten jest umowny, najczęściej bowiem miłość wspierająca – czasem kontroluje, a ta kontrolująca – czasem wspiera. Dla pierwszej jednak to wsparcie gra pierwsze skrzypce i odwrotnie.

 

Dobrusia ze swoim synkiem

By świadomie wybrać drogę, trzeba się zastanowić, dokąd chcemy dojść. Nie jest przecież tak, że meta jest dla każdej z nich ta sama. Warto pomyśleć o tym, czego chcemy dla swojego dziecka, dla siebie, dla swojej rodziny. Kiedy odpowiemy sobie na te pytania, zapewne okaże się, że chcemy ciepła, troski, wsparcia, radości. Ale też szacunku, zaufania i bezpieczeństwa. To uniwersalne potrzeby, każdy z nas je ma. Warto brać je pod uwagę, zaspokajać, a mimo to często je zaniedbujemy.

Tak naprawdę nie da się wyizolować na przykład dbania o szacunek w rodzinie bez kontekstu zaufania i bezpieczeństwa, zaufania bez szacunku i tak dalej… To wszystko rozwija się harmonijnie, bo jest współzależne. Ufając dziecku, ufając w jego dobre intencje, ale też w możliwości rozwojowe, możemy z łatwością okazać mu szacunek, dając mu tym samym poczucie bezpieczeństwa, ono w odpowiedzi obdarza nas zaufaniem, nie musimy bać się kłamstw, nieszczerości, w tym obszarze i my możemy czuć się bezpiecznie, a w relacji zaufania dziecko z łatwością darzy nas szacunkiem. Od szacunku, na jaki zdobędziemy się w stosunku do dziecka, zależy bardzo wiele, choć nie zawsze wygodnie jest nam to sobie uświadomić.

 

Mieć szacunek do dziecka to czekać na jego gotowość rozwojową do siadania, chodzenia. To pozwalać mu na trudne chwile, a więc być blisko, kiedy płacze i kiedy się wścieka, nie próbując na siłę przezwyciężyć tych emocji. To przepraszać za popełnione błędy. To nie bagatelizować jego trosk i kłopotów. To tłumaczyć trudności. To dawać czas i przestrzeń do rozwoju. To być gotowym nie tylko do nauczania, ale i do uczenia się od niego. To rozumieć, że zachowanie dziecka to jego sposób komunikacji, a nie walka o dominację. To oddać życiowe stery do rąk właściciela, to zarówno być obok jak i podążać za. To wierzyć, że dziecko zna siebie najlepiej, samo przeżywa swoje życie, jak każdy z nas, i najlepiej wie, czego mu potrzeba, jeśli tylko pozostawiamy mu na to przestrzeń, w pełnej akceptacji i miłości gotowości do wsparcia i pomocy. Ten szacunek to wreszcie dużo pracy. To rewizja swoich przekonań, ugruntowanie granic. Ale ostatecznie to piękno rodzicielstwa, w którym najważniejsza jest więź między nami a dzieckiem. Więź, która jest życiową siłą dla obu stron, bo jest ugruntowana w nas i żadna zewnętrzna siła nie ma na nią wpływu. A trudne chwile? Jasne, że będą się zdarzać. Pewnie częściej niż byśmy chcieli. Ale z niezachwianą bazą miłości pozbawionej warunków, można przetrwać każdą burzę. I w tym jest sens, w trwaniu razem w każdej chwili. I w tym właśnie jest piękno.

 

 

Dobrusia Moździeż Mniej=Więcej

„COACHING RODZICIELSKI & WARSZTATY KOMPETENCJI
W natłoku atakujących nas informacji, zbawczych metod na „radzenie sobie z dzieckiem”, innowacyjnych podejść i „jedynych słusznych dróg” rodzice stają przed ogromnym wyzwaniem wyboru ścieżki dla swojej rodziny. Coaching jest w tej sytuacji odpowiedzią na palące problemy związane z tym wyborem. Jak każdy coaching – nie jest odpowiedzią konkretną. Nie jest żadnym wskazaniem, nie jest drogowskazem. Jest wspólną drogą, podczas której to rodzic posiada mapę. To rodzic jest sterem, żeglarzem i okrętem.” Dobrusia Moździerz, Mniej=Więcej

Mit krzywego kręgosłupa ( Małgorzata Jasińska Hapoń )

12356707_1532860793698482_4505806684608356854_o

Jaka jest prawidłowa pozycja dziecka w chuście – czyli obalamy mit krzywego kręgosłupa.

Odkąd noszę mojego Synka w chuście, często zaczepiają mnie na ulicy obcy ludzie. Najczęściej są to bardzo pozytywne reakcje ale zdarzają się i takie, które nieco mniej świadomego rodzica mogą bardzo szybko i skutecznie zniechęcić do chustowania. Co więcej, gdyby wierzyć we wszystko, co usłyszałam w ciągu ostatnich dwóch lat to moje dziecko powinno już mieć nie tylko skoliozę ale i pewnie ze trzy wypadnięte dyski do kompletu! Dlatego spieszę uspokoić Wasze zszargane nerwy. Dziecko poprawnie zamotane nie będzie mieć ani krzywego kręgosłupa ani trzeciego oka.

W tym miejscu musimy sobie krótko powiedzieć, jak wygląda kręgosłup dziecka i jak to się zmienia podczas poszczególnych etapów rozwoju:11731663_855254684561489_4757863017366377599_o

Kręgosłup noworodka kształtem przypomina literę C. Nazywamy to kifozą całkowitą, a wynika ona z ułożenia dziecka jeszcze w życiu płodowym. Kiedy dziecko zaczyna stopniowo dźwigać główkę kształtuje się lordoza szyjna, czyli fizjologiczne wygięcie kręgosłupa w odcinku szyjnym ku przodowi. Następnie, gdy dziecko siada wykształca się kifoza piersiowa, a na końcu, kiedy dziecko zaczyna wstawać i stawiać pierwsze kroki kształtuje się lordoza lędźwiowa. Proces ten kończy się, kiedy dziecko zaczyna samodzielnie chodzić, a jego kręgosłup przybiera znany nam wszystkim kształt litery S.

Znajomość poszczególnych etapów rozwoju jest bardzo ważna, gdyż pozwoli nam na prawidłowe ułożenie dziecka w chuście oraz wybór właściwego wiązania. Największe kontrowersje dotyczą najmłodszych pociech. Prawdą jest bowiem, że noworodków nie wolno przedwcześnie pionizować. Jednak czy dziecko w chuście rzeczywiście jest przedwcześnie spionizowane? Otóż nie. Prawidłowo zamotany noworodek przyjmuje jak najbardziej poprawną dla jego fizjologii pozycję. Aby tak było, niezbędne jest odpowiednie ułożenie miednicy dziecka. Powinna być ona „podwinięta” tak, aby zachować naturalną dla tego etapu rozwoju pełną kifozę kręgosłupa. Szyja powinna być zabezpieczona, a główka swobodnie opierać się o klatkę piersiową osoby noszącej dziecko. Bioderka powinny być ułożone w pozycji zgięciowo-odwiedzeniowej, tzw. pozycji „żabki”. Chusta powinna być porządnie dociągnięta i ciasno oplatać ciałko noworodka. Gwarantuje to pełną amortyzację kręgosłupa oraz jego odciążenie. Tutaj muszę dodać, że brzmi to dużo bardziej skomplikowanie niż jest w rzeczywistości. Nic zatem nie zastąpi spotkania z doświadczonym doradcą, który w fachowy sposób pokaże jak powinniśmy nosić nasz mały skarb tak, aby było to w pełni dla niego bezpieczne. Poprawnie zamotana chusta stanowi nie tylko doskonałe odciążenie w codziennych czynnościach ale również pomaga budować tą niesamowitą, nierozerwalną więź między dzieckiem a rodzicem! Zatem ci z Was, którzy jeszcze się wahają – odrzućcie bezpodstawne obawy i noście się z miłością!

11187219_824831100937181_7417013348844667685_o

Autorka artykułu: mgr fizjoterapii – Małgorzata Jasińska-Hapon

Matka Polka Chustująca (Wiesława Kobis)

„Na początku był Chaos. Któż zdoła powiedzieć dokładnie, co to był Chaos? Niejedni widzieli w nim jakąś istotę boską, ale bez określonego kształtu. Inni — a takich było więcej — mówili, że to wielka otchłań, pełna siły twórczej i boskich nasieni, jakby jedna masa nieuporządkowana, ciężka i ciemna, mieszanina ziemi, wody, ognia i powietrza.” 

(Mitologia Greków i Rzymian Parandowski).

unnamed

Tak według  mitologii greckiej wyglądał początek świata i tak właśnie wyglądały moje  początki macierzyństwa.

Chaos to najlepsze  określenie  ówczesnego stanu. Na to co następuje po narodzinach dziecka nie da się przygotować. Oczywiście, wskazane jest podjąć wszelkie próby przygotowania się (szkoła rodzenia, czytanie mądrych książek itp.). Jednak, jak zawsze, podręczniki swoje, a życie swoje.

Z mitycznego chaosu uratowała mnie chusta. Nie nastąpiło to spektakularnie z wybuchami i fajerwerkami. Zmiany następowały powoli, były konsekwencją zagłębiania się w temat chustonoszenia. Chusta stanowiła narzędzie, które niezykle ułatwiło mi odnalezienie się w roli matki. Dzięki niej łatwiej było mi poznać i zrozumieć potrzeby dziecka. Chusta otworzyła przede mną drzwi do świata, który wcześniej wydawał mi się obcy i niepojęty, do świata rodzicielstwa bliskości. Ktoś powie: przecież  tylko 4,5 metra bieżącego bawełnianej tkaniny o splecie skośno-krzyżowym, gadżet do noszenia dzieci, ot tyle. Dla mnie chusta to również stan umysłu, sposób na wychowanie dzieci. Chustonoszenie, mimo iż nie trwa wiecznie (obecnie moja dwulatka bardzo rzadko ma potrzebę chustowych tulinek) na zawsze pozostawi ślad w naszych relacjach. Na zawsze też, zmieniło mnie i moją rodzinę. Dwa lata temu stałam się Matką Polką Chustującą.

Chustowo.pl

Prześlij Twoje zdjęcie