Matka Polka Chustująca (Wiesława Kobis)

„Na początku był Chaos. Któż zdoła powiedzieć dokładnie, co to był Chaos? Niejedni widzieli w nim jakąś istotę boską, ale bez określonego kształtu. Inni — a takich było więcej — mówili, że to wielka otchłań, pełna siły twórczej i boskich nasieni, jakby jedna masa nieuporządkowana, ciężka i ciemna, mieszanina ziemi, wody, ognia i powietrza.” 

(Mitologia Greków i Rzymian Parandowski).

unnamed

Tak według  mitologii greckiej wyglądał początek świata i tak właśnie wyglądały moje  początki macierzyństwa.

Chaos to najlepsze  określenie  ówczesnego stanu. Na to co następuje po narodzinach dziecka nie da się przygotować. Oczywiście, wskazane jest podjąć wszelkie próby przygotowania się (szkoła rodzenia, czytanie mądrych książek itp.). Jednak, jak zawsze, podręczniki swoje, a życie swoje.

Z mitycznego chaosu uratowała mnie chusta. Nie nastąpiło to spektakularnie z wybuchami i fajerwerkami. Zmiany następowały powoli, były konsekwencją zagłębiania się w temat chustonoszenia. Chusta stanowiła narzędzie, które niezykle ułatwiło mi odnalezienie się w roli matki. Dzięki niej łatwiej było mi poznać i zrozumieć potrzeby dziecka. Chusta otworzyła przede mną drzwi do świata, który wcześniej wydawał mi się obcy i niepojęty, do świata rodzicielstwa bliskości. Ktoś powie: przecież  tylko 4,5 metra bieżącego bawełnianej tkaniny o splecie skośno-krzyżowym, gadżet do noszenia dzieci, ot tyle. Dla mnie chusta to również stan umysłu, sposób na wychowanie dzieci. Chustonoszenie, mimo iż nie trwa wiecznie (obecnie moja dwulatka bardzo rzadko ma potrzebę chustowych tulinek) na zawsze pozostawi ślad w naszych relacjach. Na zawsze też, zmieniło mnie i moją rodzinę. Dwa lata temu stałam się Matką Polką Chustującą.

Prześlij Twoje zdjęcie